|
|
| Stars Wars Death Star Battle (Atari 2600; Parker Brothers, 1983) |
17 czerwca 2011
|
Przeglądając atariage.com i znajdujące się tam katalogi nie można zaprzeczyć, że Parker Brothers udało się zdobyć licencje do egranizacji wielu kasowych produkcji. Gwiezdne Wojny, Spiderman, Superman, Hulk... jest trochę tego! O ile jednak filmy/komiksy, które przenoszono na Atari 2600 były wspaniałe, o tyle efekty prac programistów ... różne. Recenzowana tutaj gra wpisuje się niestety w tą gorszą część "różnego". I piszę to ze smutkiem, bo kurczę, jak można zepsuć grę, w której kieruje się Sokołem Milenium i rozwala Gwiazdę Śmierci? Jak można sprawić, że manewrowanie między tie fighterami i korelliańskimi korwetami jest tak nudne? Z pozoru wszystko jest w porządku. Bez trudu rozpoznajemy kształty znanych z filmu statków. Ale co to za dźwięki? Brzmią tak, jakby twórcy nawet nie starali się odtworzyć wykorzystywanych w filmie efektów. W czasie gry nie słyszymy ani razu motywu sagi, która pojawia się w w dwóch pozostałych gwiezdnowojennych grach Parker Brothers (Empire Strikes Back i Jedi Arena). Hmm... Całość sprawia zresztą wrażenie zrobionego bardzo niechlujnie. Może i plansza przedstawia nadszczerbioną atakami Rebeliantów Gwiazdę Śmierci i wijące się wlewo i prawo statki kosmiczne, ale pole manewrowania gracza jest już bardzo zawężone. Plus minus, możemy poruszać się tylko po połowie dostępnego miejsca na ekranie! Od pełnej wolności dzieli nas bowiem kratkowane pole siłowe (wyglądające zupełnie jak dyskotekowy parkiet - pamiętacie to z filmów?), w którym co jakiś czas pojawia się dziura. Naszym zadaniem jest utrzymanie się strefie u dołu ekranu - tj. mamy strzelać do nadciągających zewsząd tie-fighterów, interceptorów i innych takich - tak długo, aż przez ową dziurę nie będziemy mogli się prześliznąć do Gwiazdy Śmierci. Musimy też uważać na śmiercionośne ataki Imperialnego wunderwaffe. Kiedy uda nam się natomiast przebrnąć przez pole siłowe (dziura pokazuje się w kilku miejscach i perspektywa potrafi spłatać figla...), gra przenosi nas na ekran walki z konstrukcją. Gwiazda Śmierci wygląda całkiem ładnie, ale jest stanowczo za mała. Rozwalenie jej? Pikuś. Z łatwością możemy tego dokonać ledwie ruszając się z miejsca. Gdyby Gwiazda Śmierci była tak łatwa do rozwalenia na filmie, jak w tej grze... cóż, Lando mógłby śmiało zaparkować Sokoła w jakimś zacienionym miejscu i sączyć z Hanem piwo Ewoków (Ewoki warzyły piwo, prawda?). Na wyższych poziomach trudności jest już lepiej, ale grze jakoś nie udało się zmotywować mnie do grania dalej. Najgorsze jest jednak sterowanie. Nasz statek nie zmienia kierunku lotu tak szybko jak w innych grach i to bardzo przeszkadza. Bardzo chętnie próbowałbym to jednak opanować gdyby nie inne irytujące rozwiązanie. W większości gier na Atari 2600 nie możemy wystrzelić drugiego pocisku tak długo, aż pierwszy nie zniknie z pola widzenia. W tej grze możemy zaatakować drugi raz wcześniej... ale wtedy poprzednio wypuszczony pocisk znika w połowie drogi. Dlaczego? I dlaczego właśnie w grze o Gwiezdnych Wojnach? Zapomnijcie o rzuceniu się w wir walki, bo bezmyślne katowanie tego samotnego, czerwonego klawisza na dżojstiku Atari 2600 nie przyniesie żadnych rezultatów. Tak jest: w czasie gry skupiałem się nie na akcji, a na poprawnym sterowaniu... Niestety!
|
| OCENA: 3/5 Nie jest najgorzej, ale na Atari 2600 mamy lepsze strzelanki. |
Głosuj (0)
prowawrzyn 18:30:40 17/06/2011 [Powrót] Komentuj
|